PRZEŁĘCZ DIATŁOWA – FAKTY I TEORIE

PRZEŁĘCZ DIATŁOWA
Fot. internet

Prawie sześćdziesiąt lat temu dziewięciu studentów wybrało się w góry Ural w przełęcz Diatłowa.

Pomimo ostrzeżeń plemienia zamieszkującego te tereny ruszyli dalej. To, co stało się później, jest tragiczne i przerażające, ale zarazem bardzo tajemnicze. Zagadka ta rozgrzewa do czerwoności umysły sceptyków oraz osób kochających tajemnice.

Co się tam stało? Jakie są fakty, a jakie teorie?

Przełęcz Diatłowa – historia wyprawy

25 stycznia 1959 roku dziewięciu studentów i absolwentów z Politechniki Swierdłowskiej wyruszyło w góry Ural. Ich celem było wspięcie się na Górę Otorten.

 

ural.jpg
Las zima w górach Ural fot.depositphotos.com

 

Wyprawa ta miała być ciekawa, ale także niebezpieczna.

Cala grupa miała jednak doświadczenie we wspinaczkach oraz narciarstwie. Szefem wyprawy został młodziutki, 23-letni Igor Diatłow.

Okoliczne tereny zamieszkiwane były przez plemię Mansów.

Uważali oni, że Góra Otorten oraz jej okolica jest przeklęta. W ich języku nazwa góry oznacza dokładnie „nie idź tam”. Studenci zlekceważyli jednak te ostrzeżenia i wyruszyli, aby zdobyć kolejny szczyt.

Ta decyzja kosztowała ich życie.

Wiadomo, że grupa musiała zboczyć ze szlaku i rozbić obóz na górze Cholat Siahl.

Gdy nikt nie dostał żadnego telegramu o sukcesie wyprawy, rozpoczęto akcję ratunkową. Po kilkudziesięciu godzinach ratownikom udało się dotrzeć do obozowiska rozbitego przez uczestników wyprawy.

To, co tam zastali przeraziło ich. Na miejscu znajdował się namiot, który był rozcięty nożem od środka. Wokół niego porozrzucane były przedmioty studentów. Na miejscu nie znaleziono żadnego ze studentów.

Po dokładniejszym przebadaniu terenu przez ekipę ratowników udało się odnaleźć ślady w śniegu.

 

ślady-na-śniegu.jpg
fot.depositphotos.com

 

Były one tak chaotyczne, że wskazywały na to, że osoby, które je pozostawiły, uciekły w dużej panice.

W odległości około jednego kilometra od obozowiska znaleziono pierwsze dwa ciała leżące pod drzewem. Okazało się, że ofiarami byli dwaj mężczyźni – uczestnicy wyprawy.

Ciała miały poparzone dłonie, co wskazywać mogło na to, że próbowali oni rozpalić ogień i wdrapać się na drzewo. Nieopodal nich leżało ciało szefa całej wyprawy – Igora Diatłowa.

Zaraz obok niego odnaleziono kolejnego uczestnika wyprawy oraz ciało jednej z dwóch kobiet, które także brały udział w całej eskapadzie. Spekuluje się, że do tragicznych wydarzeń miało dojść w nocy z 1 na 2 lutego 1959 roku.

Na tych pięciu ciałach nie znaleziono żadnych śladów walki i innych obrażeń, poza pękniętą czaszką jednego z mężczyzn. Żadne ślady nie wskazywały na to, że w obozie doszło do sprzeczki czy bójki.

Nie było nawet śladów krwi.

Sekcja zwłok i badania wykazały, że zginęli oni z powodu całkowitego wychłodzenia organizmu (stroje studentów nie były kompletne, ponieważ uciekli z namiotu w tym, co akurat mieli na siebie ubrane).

 

namioty-zima.jpg
fot.depositphotos.com

 

W tamtym momencie ekipie nie udało się odnaleźć pozostałych czterech uczestników wyprawy. Udało im się to dopiero wiosną, kiedy to topniejący śnieg odsłonił jamę, a w niej ciała pozostałych studentów.

Ciała były bardzo mocno poturbowane, z licznymi obrażeniami. Co prawda nie było na nich żadnych otwartych ran czy siniaków, ale wszyscy mieli połamane żebra i inne obrażenia, które porównać można do zderzenia się człowieka z samochodem.

Ponadto drugiej z kobiet biorącej udział w wyprawie brakowało języka. To właśnie w tym momencie kończą się fakty i zaczynają liczne teorie spiskowe, przypuszczenia oraz domysły.

Nad całą sprawą tragicznej wyprawy studentów ludzie debatują od kilkudziesięciu lat. Teorie, które potem się wykluły, są niekiedy irracjonalne. Przyjrzyjmy się im bliżej.

Przełęcz Diatłowa i promieniowanie

Jako jedna z pierwszych pojawiła się teoria o chorobie popromiennej. Osoby, które brały udział w pogrzebach uczestników wyprawy, opowiadały, że skóra studentów była nienaturalnie żółta, a ich włosy były całkowicie siwe.

Taki wygląd ciał rzeczywiście  wskazywałby na chorobę popromienną.

Inne z domysłów mówią o tym, że za śmierć studentów odpowiada plemię Mansów, którzy w ten właśnie sposób chcieli się zemścić na osobach, które wtargnęły na ich ziemie. Na poparcie tej teorii zabrakło jednak dowodów, szczególnie że osoby, które badały miejsce całej tragedii całkowicie wykluczyły, udział osób trzecich w śmierci studentów.

Wojskowe działania i … coś

Przełęcz Diatłowa oraz zdarzenia, do których doszło, próbowano również tłumaczyć działaniami wojska i tajemniczą eksplozją, do której miało tam dojść. Ludzie twierdzili, że na tym terenie mogła znajdować się tajna jednostka wojskowa, która nie mogła tolerować obecności osób trzecich w jej rejonie.

Kolejne pojawiające się hipotezy w tej sprawie były już zdecydowanie bardziej nadprzyrodzone i paranormalne. Wspominano o tym, że studenci mogli spotkać tam kosmitów, którzy chcieli ich porwać lub mogło tam także dojść do spotkania wycieczkowiczów i „Wielkiej Stopy” lub „Śnieżnego człowieka”, na co wskazywać miały chaotyczne ślady ucieczki.

 

yeti.jpg
fot.depositphotos.com

 

Parę lat temu sprawą zajął się amerykański pisarz Donnie Eichar. Przez cztery lata badał on najdrobniejsze szczegóły tej sprawy.

Jego zdaniem do grupy studentów przebywającej już w namiocie dotarły bardzo niskie infradźwięki, które mogły doprowadzić do wybuchu paniki i chaotycznej, niekontrolowanej ucieczki, która była aż tak bardzo tragiczna w skutkach.

Pisarz przekonuje, że to zjawisko jest całkowicie naturalne. Jest ono jednak niesłyszalne dla ludzkiego ucha. Powoduje jednak uczucie silnego niepokoju, które mogły wywołać na przykład odgłosy wyjącego w szczelinach skalnych wiatru.

Teoria pana Eichara wydaje się całkiem logiczna. Nie wyjaśnia ona jednak najczęściej zadawanych pytań – co spotkało czwórkę studentów, których ciała zostały odnalezione w jamie?

Dlaczego jedna z kobiet nie miała języka? Ludzkie żebra i odcięty język nie są przecież skutkiem paniki.

DVD Tragedia na Przełęczy Diatłowa (eng) tutaj kliknij

WSPARCIE NIEZALEŻNYCH PORTALI

Komentarze