ZNALEZISKO Z RENNES-LE-CHATEAU

Znalezisko-z-Rennes-le-Château.jpg
fot.123rf.com

Znalezisko z Rennes-le-Château to jedna z najbardziej zagadkowych historii w ciągu ostatnich kilku dekad. Sprawa dotyczy proboszcza z prowincji na południu Francji. W bardzo krótkim czasie zyskał on ogromny majątek i nie istniała potwierdzona informacja dlaczego. Przypuszczalnie zawdzięczał to, temu, co znalazł w czasie przeprowadzania remontu starego, rozpadającego się kościoła w Rennes-le-Château. Istnieje wiele informacji dotyczących tego znaleziska. Niektórzy mówili, że ksiądz wszedł w posiadanie starej mapy skarbów, lub też innej rzeczy, za którą ktoś postanowił zapłacić kwotę stanowiącą równowartość kilku milionów euro. Znana jest również hipoteza, że ksiądz proboszcz Saunière wszedł w posiadanie czegoś, co mogło stanowić zagrożenie dla Watykanu.

U schyłku XIX wieku pewien, z pozoru przeciętny proboszcz wiejskiej parafii w Langwedocji, w bardzo krótkim czasie stał się niezwykle bogaty.

Wydał kwotę, której wartość można przyrównać do co najmniej kilku milionów euro, wybudował w ten sposób wielką rezydencję i poziomem życia dorównywał niemal paryskim elitom.

Popadł w znaczny konflikt z kurią, jednak nigdy nie wyjawił tego, w jaki sposób się wzbogacił. Zmarł w 1917 roku, pozostawiając całą fortunę gosposi, która również nie wyjawiła nawet najmniejszej informacji.

Razem z księdzem usilnie szukała czegoś na miejscowym cmentarzu, co zrodziło pogłoskę, że w trakcie przeprowadzania remontu kościoła parafialnego ksiądz odnalazł mapę skarbów, drogocenny kruszec, np. złoto lub rzecz tak silnie kontrowersyjną, że otrzymywał hojne wynagrodzenie za pozostawanie szafarzem tajemnicy lub niewyjawianie żadnych informacji.

Pozornie zwyczajny proboszcz

François Bérenger Saunière przyszedł na świat w Montazels w 1852 roku. Był najstarszy z siedmiorga rodzeństwa, jego ojcem był zarządca młyna i późniejszy burmistrz.

Wstąpił do seminarium w roku 1874 w Carcassonne. Święcenia kapłańskie przyjął pięć lat później. Początkowo pełnił funkcję wikariusza w niewielkiej parafii Alet, później pełnił funkcję dziekana w Clat, a następnie został wykładowcą w seminarium w Narbonie.

Osoby, które zajmowały się kompletowaniem i badaniem jego biografii, podkreślają, że z tego ostatniego miejsca został usunięty, w związku ze swoją niepoprawnością polityczną.

Mianowanie go proboszczem w parafii pw. św. Marii Magdaleny w Rennes-le-Château, która liczyła zaledwie 300 wiernych, stanowiło rodzaj zesłania.

 

Znalezisko z Rennes-le-Château

 

Ksiądz został oddelegowany do małej i ubogiej parafii, która zlokalizowana była na szczycie wzgórza, nieopodal słynnego Montségur (ostatnia twierdza katarów).

Przyjechał w to miejsce w roku 1885 i w pierwszej kolejności jego oczom ukazał się bardzo zły, rozsypujący się stan kościoła. Jednak podobno proboszczem nie był długo.

Wygłaszał antyrepublikańskie kazania, a zbliżały się wybory, więc usunięto go na kilka miesięcy.

Saunière został obarczony karą ministerstwa, przez co powrócił do seminarium, jednak już latem 1886 roku wrócił do Rennes-le-Château, w charakterze proboszcza, na prośbę miejscowych parafian.

W tle tych wydarzeń ksiądz otrzymał wsparcie finansowe od wdowy po Henryku Hrabim Chambord, za działanie na korzyść monarchii.

Ofiarowała 3 tysiące franków, co stanowiło wysoką kwotę. Ksiądz zarabiał wówczas rocznie około 900 franków. Zdecydował, że przeznaczy otrzymane fundusze na wyremontowanie kościoła.

Kościół

Znajdujący się w Rennes-le-Château kościół był zabytkowy. Powstał w 1079 roku, wybudowany na ruinach świątyni należącej do germańskich Wizygotów, czyli mieszkańców tej okolicy z czasów wczesnego średniowiecza.

Remont postępował szybko, już w roku 1887 widoczne były znaczące postępy – wymieniono m.in. podłogę i stary kamienny ołtarz.

Znalezisko z Rennes-le-Château

 

Miejscowi w bardzo krótkim czasie zauważyli, że ksiądz obraca znacznie większymi sumami, niż mógł rzeczywiście posiadać. Wyliczono, że w latach 1890-1891 wydał 25-krotnie więcej, niż zarabiał w ciągu roku.

Swoim przełożonym mówił, że wszystkie datki pochodziły z tacy, jednak w krótkim czasie zaczęły rodzić się plotki na temat jego bogactwa, którego nie ukrywał.

Znalezisko z Rennes-le-Château

Ksiądz nigdy nie ujawnił pochodzenia swoich pieniędzy. Jednak po gminie krążyła informacja, że w czasie przebudowy starego ołtarza z czasów Wizygotów odnaleziono w filarze pergaminy.

Jednak one stanowić miały jedynie wskazówkę, gdyż pieniądze proboszcz zaczął wydawać około trzy lata po przeprowadzeniu remontu kościoła. Mówi się również, że na początku lat 90.

 

Znalezisko z Rennes-le-Château
fot.123rf.com

 

XIX wieku kościelny z parafii miał znaleźć kolejny dokument, zamknięty w szklanej tubie lub fiolce. Ponoć oddał znalezisko księdzu, który zabrał je do Paryża w celu przeprowadzenia ekspertyzy.

Dochodząc do tego momentu historii bogatego księdza, rozdzielamy się na dwie wersje. Jedna z nich mówi o tym, że odnalazł on wielki skarb, druga z kolei, że było to coś, co mogło znacząco wpłynąć na bieg dziejów i otrzymywał sowite wynagrodzenie, w zamian za kontynuację poszukiwań lub milczenie.

Problemy księdza

Ksiądz wyremontował stary kościół, wstawił witraże i piękne rzeźby. Jednak to, co robił prywatnie, cieszyło się zdecydowanie większym zainteresowaniem. Wybudował ogromną willę nazywaną Villa Betania, bibliotekę Tour Magdala, oranżerię, klatki dla małp i basen.

Miał również dalsze plany, jednak zmiana na stanowisku biskupa zaczęła dostarczać mu problemów.

Szacowano, że sama willa miała być kosztem 26 tys. Franków, jednak w czasie swoich zeznań przed komisją biskupią sam zainteresowany twierdził, że 130 tys.

Formalnie zleceniodawcą wszystkich prac w Rennes-le-Château była gosposia księdza Marie Dénarnaud. Z niejasnych powodów oboje mieszkali nadal na starej plebani, a wielka willa pozostawała pusta.
W roku 1906 do biskupa dotarły skargi parafian na proboszcza. Kolejne zanotowano, gdy zaobserwowano, że usilnie poszukuje czegoś na miejscowym cmentarzu.

 

Znalezisko z Rennes-le-Château
fot.123rf.com

 

Konflikt uległ zaostrzeniu, gdy w mieście doszło do wybuchu pożaru, a on nie zgodził się na użycie wody ze swojej cysterny w celu jego gaszenia.

Można również spotkać się z informacją, że na terenie plebani przebywała nastoletnia dziewczyna, nie wiadomo jednak, kim była, a sam Saunière był uznawany przez kolegów za podejrzanego.

Jeden z autorów oszacował, że proboszcz wydał równowartość 3,5 miliona euro i pozostawał tak pewny siebie, że za nic miał biskupa.

Tajemnica

Z jednej z hipotez dowiadujemy się, że ksiądz mógł znaleźć w starym kościele wizygockie złoto. Zgodnie z legendą, łupy, które zostały zrabowane Rzymianom przez Alaryka, miały zostać ukryte w pobliżu miasteczka, nie można więc całkowicie wykluczyć, że nie właśnie w kościele.

Jednak wiele osób, które dogłębniej badały tę historię, nie zgadza się z takim przebiegiem zdarzeń.

Najpowszechniejsze jest przekonanie, że ksiądz nie uzyskał dużej sumy za jednym razem, tylko że miał osoby, które go sponsorowały i za coś płaciły. Nie wiadomo, co takiego Saunière wraz z gosposią robili nocą na cmentarzu.

Znalezisko z Rennes-le-Château

 

Zgodnie z jednym ze źródeł mieli zacierać napisy na nagrobku zmarłej w 1781 roku przedstawicielki arystokracji Marii de Negre d’Ables.

Znajdowało się na nim 20 słów, jednak tylko 11 napisano poprawnie, pozostałe zawierały rażące błędy. Zauważono nawiązania do nierządu skojarzenia z biblijną Marią Magdaleną.

Podejrzewano więc, że na nagrobku znajdował się szyfr lub wskazówka, które pozwalały odkryć coś wielkiego.

Mówiło się, że być może Saunière odnalazł szczątki Marii Magdaleny, która zgodnie z legendą miała umrzeć w okolicy Marsylii w 63 roku.

Niektóre dywagacje sięgają jeszcze dalej i mówią o odnalezieniu Graala bądź Arki Przymierza. W tych rozważaniach pojawia się podejrzenie, że pieniądze miały służyć zbudowaniu kompleksu nowego kultu, który doprowadziłby do upadku Watykanu i rewolucji Chrześcijaństwa.

Jednak wysnuwane jest podejrzenie, że zostało to zdławione w zarodku przez „rycerzy kościoła”.

Niektórzy doszukują się finansowania przedsięwzięć Saunière przez elitarne bractwa i organizacje z masonami na czele.

Z tego powodu miał on wielokrotnie stawać przed komisją biskupią. Jednak tak kluczył w zeznaniach, że nie wyjawiał prawdy.

Z niektórych podań można nawet dojść do wniosku, że największą bolączką biskupa było, iż formalnie wszystko należało do gosposi i kościołowi nic się nie należało.

Tak więc największego problemu nie miał stanowić fakt posiadania pieniędzy, ale nie dzielenia się nimi.

Tajemnica księdza Saunière’a z Rennes-le-Château nadal będzie nierozwiązana. Wszystkie osoby, które podjęły się jej badania, doszukiwały się własnych hipotez, co wprowadzało znacznie większy mętlik.

Sekret wielkiego bogactwa prowincjonalnego księdza został więc zabrany razem z nim do grobu. Jednak dotąd nie wiemy, czy stało się tak z uwagi na strach o bezpieczeństwo, czy utratę majątku.

 

Komentarze